Byłem w sobotę w IMAXie na Avatarze.
No i wg mnie efekt 3D rozwala na maksa

Plusy nowego filmu Camerona: udźwiękowienie (b.d), bardzo realistyczny, cyfrowo wykreowany świat (ponad 90%, tylko 10% to studio z klasyczną scenografią). Muzyka Hornera też niezła. No i na koniec efekt 3D... chyba tak na prawdę największy plus, do tej pory filmów fabularnych nie kręciło się tą techniką, poza wyjątkami (dokumenty, niektóre bajki). Efekt głębi jest niesamowity.
Na plus należy zaliczyć humor w filmie, który wyszedł całkiem nieźle i dialogi (poza nielicznymi wyjątkami).
Poza tym co do samego IMAXa... duży ekran robi różnicę, dlatego nie warto iść na ten film do klasycznego kina. A jak siadać w IMAXie to najlepiej w 3-5 rzędzie
Uwaga! Spoiler 
A teraz minusy: słaba fabuła, ogólnie pomysł nie najgorszy, przesłanie też, takie niby proekologiczne i antywojenne. Ale imho wykonanie co najmniej średnie. Dużo zapożyczeń z poprzednich filmów Camerona, mamy Trudy, która jak żywo przypomina Vasquez z Obcego 2 - twarda latino laska z giwerą w mundurze

I podobnie jak Vasquez, także Trudy ginie pod koniec filmu. Głownym bohaterem jest żołnierz, znowu niemal identyczna rola jak w Obcym 2, tylko tu mamy małą podmiankę, Sigourney Weaver która grała Ripley w Obcym Decydujące Starcie jest postacią drugoplanową, a nasz marine pierwszoplanową, czyli... jest na odwrót

Tym razem to marine gra pierwsze skrzypce a Weaver jest na drugim planie. Ale to nie koniec analogii i zapożyczeń... Marine w Obcym 2 ginie na końcu filmu, a Ripley uchodzi z życiem... tutaj znów mamy zamianę

(Czyli Cameron zrobił wszystko tak samo tylko, że na opak

) W dialogach też mamy kilka znajomych tekstów... tym razem z... Terminatora 1 i 2

Jak widać Cameron cierpi na brak weny twórczej... w sumie nie wiem, czy takie analogie i zapożyczenia z poprzednich obrazów to coś złego czy nie, jednym może to przeszkadzać, inni będą uważać to za "smaczek"

Ale to nie koniec analogii... tak, znów Obcy 2... tam wielkim złym był urzędas chcący przewieść "obcego" w ciałach marines, podobnie jest w Avatarze, czarnym charakterem jest znowu urzędnik, który za wszelką cenę chce zdobyć cenne minerały (i ma głeboko gdzieś jak to osiągnie). A generał? Generał jest tylko jednym z jego narzędzi

Kolejnym minusem jest lichy wątek miłosny... nie miał bym nic przeciw temu, gdyby Cameron potrafił pokazać chemię między nimi i to jak ona się rodzi... tego nie ma, poza deklaracją "I'm falling in love with you" albo stare i oklepane "I love you" - "I love you too", to już Keshner i Harrison Ford byli bardziej kreatywni w Gwiezdnych Wojnach (część V).
Ufff.... to ponarzekałem

Ogólnie filmowi daje 7/10.
Ten post został edytowany przez Superiorr: 28.12.2009 - 20:22